Jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o 2 miliardy złotych

Jon W. Lewis, Boeing Company i Bartosz Kownacki, MON
Jon W. Lewis, Boeing Company i Bartosz Kownacki, MON mon.gov.pl
W piątek, wigilię Prima Aprilis, na stronie MON pojawił się komunikat o podpisaniu przez resort umowy z Boeingiem na zakup trzech samolotów dla najważniejszych osób w państwie. Kontrakt wart jest ponad 2 miliardy PLN netto. Jest tylko jedno ale. Właściwie... więcej niż jedno.

Festina lente

Przetarg na samoloty VIP został ogłoszony 20 lutego 2017 roku. Już 9 marca został on unieważniony ze względów formalnych, by 10 marca ogłosić zamówienie z wolnej ręki. Zamówienie z wolnej ręki oznacza w prostych słowach, że już przed jego opublikowaniem wiadomo kto wygra. Nie stanowiło to jednak większego problemu dla MON, ponieważ ta procedura zapewniała szybkie rozstrzygnięcie. Dlaczego szybkie rozstrzygnięcie? Bo pieniądze przeznaczone na zakup maszyn będących bohaterami niniejszego artykułu, pochodzą z budżetu z roku 2016 (warto pamiętać kiedy słyszy się argumentację MON o doskonałym wydatkowaniu pieniędzy na obronność, powtarzam: „obronność”). Pieniądze przeniesione z roku poprzedniego muszą zostać wydane do 31 marca roku bieżącego. Korzystając z własnego doświadczenia chciałbym więc zestawić procedurę zakupu samolotów VIP z procedurą zakupu rowerka dla 6-latki. Dwa, trzy dni na uzbrojenie się w wiedzę dotyczącą najlepszych modeli, ich cen, zalet i wad. To strona techniczna, która w ogólnym rozrachunku i tak będzie miała najmniejsze znaczenie dla zainteresowanej. Potem etap negocjacji z beneficjentką. Ustalenie aktualnych trendów, potrzeb, doboru kolorystyki, rodzaju dzwonka, światełek, ozdób na szprychy, koszyczka itp. Ponowny research i przedstawienie kilku ofert. To kolejne 3 dni, w zależności od innych obowiązków, może być nawet tydzień (pomijam festiwal emocji towarzyszący całemu przedsięwzięciu). Podsumowując: procedura zakupu rowerka, wartego plus minus 300-400 zł zajmuje około 10 dni, a zakup 3 maszyn lotniczych do bezpiecznego przewożenia najważniejszych osób w państwie, opiewający na kwotę 2 miliardów PLN – 40 dni.
Zastanawiam się, czy też nie jest tak, że niektórym zależałoby, aby to bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie było jak najsłabsze – mówi w radio Maryja Bartosz Kownacki. No właśnie, Panie Ministrze. Ja też



Ty i tylko Ty

Unieważnienie przetargu na 3 tygodnie przed ostateczną datą wydatkowania środków przeznaczonych na ten cel, automatycznie uruchomiło procedurę przetargu z wolnej ręki. Co ciekawe, nawet przychylny obecnemu rządowi portal wpolityce.pl i Polska Agencja Prasowa, przytaczają nieoficjalne informacje, jakoby już wtedy rozmowy pomiędzy realizującym przetarg z ramienia MON Inspektoratem Uzbrojenia a firmą Boeing były bardzo zaawansowane. To nastręcza wątpliwości, które przedstawia w swej analizie Agencja Lotnicza Altair. Po pierwsze dlaczego akurat Boeing 737-800? Według Altair na rynku jest jeszcze jeden model samolotu nie tylko odpowiadający parametrom wskazanym w przetargu, ale wręcz o lepszych parametrach, np. zasięgu. To Airbus ACJ319. No właśnie, znowu Airbus. Zakładając więc, że argument o tym, że polski rząd nie lubi Airbusa, jest wystarczający, jak to się ma do faktu, że samoloty francuskie są o 30 mln dolarów tańsze od amerykańskich w świetle racjonalnego gospodarowania środkami publicznymi? 30 milionów USD x 3 maszyny x circa 3,9 za dolara = 351 milionów PLN. Bagatela dla obrażonych urzędników? Szkoda tylko, że w tym roku takie placówki jak Instytut Matki Polki w Łodzi, czy Centrum Zdrowia Dziecka funkcjonują z budżetami zredukowanymi o około 10 milionów złotych, każda.

Gdzieś między akapitami artykułu we wpolityce.pl pojawił kolejny argument. Boeing 737-800 jest wycofywany z produkcji, ale dzięki wspaniałomyślności naszych kontrahentów pozostawiono dla nas jeszcze miejsce na budowę ostatnich modeli. Czyli co? Kupujemy przestarzałe maszyny? Nie rozumiem.

I wreszcie kolejna rzecz, o której laicy nie zdają sobie sprawy. Kupowanie od producenta jest zazwyczaj droższe niż od firm pośredniczących. Wynika to z faktu, iż przedsiębiorstwa leasingowe zamawiają u producenta większą ilość maszyn, co wiąże się z dość pokaźnymi rabatami oraz szybszym terminem dostawy produktu. I tu dochodzimy do szczegółu, w całej tej sytuacji, najbardziej kuriozalnego.

...i morda w kubeł

Po ogłoszeniu przez Inspektorat Uzbrojenia przetargu z wolnej ręki i wskazaniu jedynego partnera dalszych negocjacji – firmę Boeing, do Krajowej Izby Odwoławczej zostały złożone skargi na taki tok postępowania przez Aerospace International Group ze Słowacji, The Jet Business International z Wielkiej Brytanii oraz Altenrhein Aviation AG ze Szwajcarii. W dniu 28.03 odbyło się posiedzenie KIO, które obradowała ponad 10 godzin. Ze względu na złożoną sytuację i obszerny materiał dowodowy, odłożyła wydanie orzeczenia na 3 kwietnia. Oznacza to, że nie można sfinalizować umowy w ramach środków zabezpieczonych w ubiegłorocznego budżetu, prawda? Okazuje się, że nieprawda. I nie, nie miało to nic wspólnego z nadchodzącym Prima Aprilis. Minister Kownacki podpisał w piątek umowę z Boeingiem pomimo toczącego się postępowania, wydając naprędce 2 miliardy złotych z budżetu państwa. Jak to możliwe? Okazało się to być dziecinnie proste. Wyjaśnia to rzeczniczka izby: KIO może ten zakaz uchylić w sytuacji, kiedy zamawiający wykaże, że oczekiwanie na wydanie wyroku spowoduje szkodę w interesie publicznym, która jest większa niż wszystkie inne interesy godne ochrony w związku z postępowaniem. W tym przypadku, jedyną szkodą, byłaby konieczność oddania przez MON prawie 2 miliardów złotych do budżetu Państwa, które można by było przeznaczyć na inne cele, niż latające limuzyny.

Pojawiają się zatem kolejne pytania: czy KIO już wie jaki będzie werdykt w tej sprawie, a jeśli tak to skąd? Jeśli jednak okaże się, że przy przeprowadzaniu procedury doszło do uchybień to co dalej? Z rozbrajającą szczerością odpowiada na to Polskie Radio. Nawet negatywne dla MON orzeczenie KIO nie będzie to miało wpływu na ważność umowy, lecz np. na ewentualne dochodzenie odszkodowań przez firmy, które się odwołały. Jak mawiał klasyk: Pani płaci, Pan płaci. Hulaj dusza! Piekła nie ma!

Trudno się w tym połapać, prawda? Nie wiem o co chodzi, poza tym, że chodzi o 2 miliardy złotych z kieszeni podatnika, które są wydawane niczym w wesołym miasteczku. Potwierdza to Minister Kownacki w swoim wystąpieniu który, podczas podpisywania umowy, podkreślił, iż zakupiony model pozwala na kierowanie państwem z powietrza. Jak mamy to rozumieć? Chyba tak, że Rząd planuje gdzieś nam odlecieć. Dopiero planuje? Zapnijmy pasy!

Drobne postscriptum:
Umowa za trzy jednostki Boeing 737-800 opiewa na 523.644.900 USD. Według danych dotyczących transakcji między producentem a przewoźnikiem Ryanair (tak, polscy VIP-owie będą latać takimi samymi modelami), wynika, iż irlandzka firma zapłaciła po 98.100.000 USD za sztukę. Co daje za trzy maszyny kwotę 294.300.000 USD. To prawie 230 milionów USD mniej, niż suma jaką zapłacił polski podatnik...
Trwa ładowanie komentarzy...